Regulamin ;3

1.Ze względu na pewne okoliczności, postanowiłam odświeżyć swojego bloga. W chwili gdy ukaże się następny rozdział będziecie mogli zobaczyć pewne zmiany. Nowe otwarcie bloga już wkrótce!
2. Won od nagłówka i tekstu. Pamiętajcie, jak u kogoś zobaczę skopiowane, to nóżki z dupci powyrywam.
3. Chętnie będę wchodziła na Wasze blogi z opkami, ale nie reklamujcie się z Yaoi, plis. Nie trawię tego rodzaju.
4. Notki będę zamieszczac co tydzień w ciągu roku szkolnego, w wakacje będę starac zmniejszac się ten odstęp czasu.
5. Powiadamiam albo na blogach w komentarzu albo na gg.
6. Znoszę krytykę, ale tylko uzasadnioną.
7. Jeśli nie podoba Ci się MOJE opowiadanie, nie musi. Tylko nie wypisuj z tego powodu wulgaryzmów, i tak będą usunięte. Chcę tylko oszczędzic roboty Twoim palcom.
8. I na koniec, proszę o szczere komentarze. Nie lubię, gdy ktoś mi bezpodstawnie słodzi.
Nom, to chyba wszystko. ^^ I przestrzegajcie tego, bo Kitsune jest wszechobecna.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

5. Death Valley.

Ohayo! Jednak to będzie ostatni rozdział przed kolonią. ^^' Dzięki Izzie (której dedykuję ten rozdział) jakoś się wzięłam i napisałam. :3 Tak, i jest parę spraw do sprostowania:
 1. W poprzednim rozdziale zamiast 'Death Valley' pisałam nazwę polską. Już to sprostowałam i mam nadzieję, że to nie sprawiło jakiś większych problemów.
 2. W moim opowiadaniu Opacho jest trochę starsza. I jest dziewczynką, jak widać. ^^'  Teraz ma jedenaście lat. Bardziej mi pasuje, niż pięciolatka. Zresztą sami się przekonacie. Ale wzrostu jej nie zmienię. ^^
 3. Nikita jest cioteczną siostrą bliźniaków. Inaczej bliską kuzynką.
 3. Kolejny rozdział może pojawić się dopiero po 18 sierpnia. Ale mam nadzieję, że będzie o wiele dłuższy. W końcu będziecie na to zasługiwać. ^^
 Nom, to tyle. Do czytania polecam utwór Paramore - That's What You Get. Tak jakoś wpadł mi w ucho i głównie pisałam przy nim ten rozdział.
 Nic to. Dobrego czytanka. ^^
***
 Dziewczęta szybowały wśród obłoków już dość długo. Na tyle długo, aby móc się zdrzemnąć. Mattie spała oparta o ramię Anny, z którą w miarę się polubiły. Połączyła je tęsknota za ważnymi dla nich osobami i strach. Strach o życie tych ważnych istot. Blondynka powiedziała sobie: dość i już się tak nie załamywała, ale Matilda, która dopiero dowiedziała się o stanie Hao, znajdowała się w głębokiej rozpaczy. Bo co bez niego by robiła na tym świecie? Nieważne, że on może utracić swoją moc, zmienić swój światopogląd. Ważne jest tylko to, aby żył. Bo gdyby nie... Ma jeszcze Kannę i Marie, ale to nie to samo. A zresztą one nie wydawały się być zmartwione złą formą Hao, tylko rudej lalkarki. Mattie zawsze myślała, że one również lubią Hao, ale wyjawiły jej, że gdy zobaczyły jak się załamała na złą wiadomość o ognistym szamanie, odpuściły go sobie. Uznały, że trzeba ją jakoś podnieść na duchu. Nigdy bowiem nie widziały jej w tak złej kondycji. Zawsze wesoła, żywa i potrafiąca przygadać dziewoja ze złowieszczym błyskiem w oczach zmieniła się w zdołowaną i zapłakaną dziewczynę z cieniami pod czarnymi oczami z posklejanymi rzęsami od perłowych łez. Ale teraz, gdy spała, wydawała się taka spokojna.
 Matilda poruszyła się niespokojnie we śnie, a Nikita westchnęła. Wiedziała, jak się teraz czuła członkini Hana-Gumi i nie życzyła tego nikomu. Sama miała wzgląd w jej myśli, odczucia i samo to było bolesne. Nie pozwalało to jej się skupić nad szczegółowym położeniem brata albo... jego ciała. Ona również okropnie martwiła się tym, że on może nie żyć. Miała go okazję poznać i widziała, jak dwie dusze się gryzą: jego własna i Wielkiego Złego. Niestety, większą część zajęła ta druga, ale Haosiowa dusza też się czasem odzywała. To było często wtedy, kiedy zbierał sobie kompanów. Tworzyło to tak udany misz-masz, że pierwowzór Asakury nie miał nic przeciwko temu. Najgorzej było w nocy. Często miewał koszmary, a jeśli ich nie miał, dręczyło go poczucie winy. I to tak wielkie, jakiego nikt nigdy nie miał.
 Nikki skierowała Ducha Powietrza na Kalifornię. Niedługo miały być na terenie Death Valley, a ona nadal nie ma pojęcia, gdzie konkretnie może przebywać osłabiony Hao. Jeśli powie że nie wie, Mattie i Anna pogrążą się w depresji, a bratu coraz bliżej do nieistnienia. Trudno, będą musiały wysłać na zwiady Narę i same poszukać ognistego szamana lecąc na Duchu.
***
 - Mamusiu, gdzie jesteś? Tato? Gdzie jest mamusia? 
 - Daj mi spokój dziecko, nie widzisz, że jestem zajęty?! - warknął na nią ojciec. Zalatywało od niego trunkami i nikotyną. Cały się trząsł, a najbardziej jego ruda głowa osadzona na wychudłej szyi. Majstrował coś przy kuchence gazowej. Na palniku stał zniszczony garnek z małą ilością barszczu z torebki. Obok mężczyzny leżało ciało kasztanowowłosej kobiety, ale leżało tak, żeby jego córka nie mogła zobaczyć.Obok niej niedbale rzucono narzędzie zbrodni - nóż kuchenny, cały we krwi.
 W ciemnym pokoju z obdrapanymi ścianami i gołą podłogą stały we wszystkich miejscach najróżniejsze butelki i puszki, najczęściej po piwie. Dziewczynka siedziała na wysokim parapecie wymachując nóżkami w czarnych i przyciasnych już adidasach. W rączkach ściskała małą dynię, a płomienne włosy miała związane gumkami-recepturkami w dwie króciutkie kitki. Ruda grzywka zasłaniała jej czarne oczy, które ciekawie spoglądały na ojca.
 - Tatusiu, mogę wyjść na dwór? - zapytała się sześcioletnia Matilda.
 Nie odpowiedział. Ciszę uznała za pozytywną odpowiedź i wybiegła tylnymi drzwiami na dyniowe pole. Przespacerowała się do połowy pólka i usiadła na wielkiej dyni. W tym samym czasie od strony domu rozległ się odgłos wybuchu. Siła, z jaką został rozsadzony budynek była ogromna. Pomarańczowa cegła doleciała do stóp małej panny Matisse. 
 - Tatusiu! 
 Gnała tak szybko, na ile pozwalały jej krótkie dziecięce nóżki. Parę razy wywróciła się, ale w rękach wciąż kurczowo trzymała dynię. 
 Gdy dobiegła, widok był przerażający. Z jej domu zostały tylko ruiny. Usiadła na kilku cegłach i zaczęła zanosić się szlochem. Dopiero po dziesięciu minutach przestały jej lecieć łzy z oczu, bo przy wejściu do rozwalonego domu znikąd pojawił się długowłosy chłopczyk, ubrany w jasną połataną pelerynkę i szerokie spodnie. Miał taki sam kolor oczu jak Matilda. Nie mógł być od niej starszy. Podszedł do niej i wyciągnął ku niej małą dłoń.  
 - Matilda? Mattie! Budź się, jesteśmy już na miejscu!
 Ktoś zaczął nią potrząsać.
 - Coo? - dziewczyna zaczęła się budzić.
 - Oj wstawaj, nie mamy czasu - ponaglała ją Nikita. - Mamy znaleźć Hao, zapomniałaś? A ty tymczasem śpisz jak zabita! No już już, zbieraj się.
 Gdy ruda rozbudziła się do końca, oczom jej ukazał się widok inny od tego, który widywała na co dzień. Gdzie okiem sięgnąć tylko piach, piach i jeszcze raz piach. Prawie tak samo, jak droga do Patch Village, tylko bez jezdni.
 - Jak my go znajdziemy? - zapytała się oniemiała Kanna.
 - Po prostu pójdziemy przed siebie - mruknęła Nikki i dziarskim krokiem ruszyła do przodu. Za nią Anna razem z miedzianowłosą lalkarką pod ręką i pozostałe członkinie Hana-Gumi.
 Po kilku minutach ukazała im się wielka wydma, pod którą musiały podejść. Było to zdeczka męczące zajęcie, ale jakoś przebrnęły. Kiedy Indianka jako pierwsza znalazła się na samej górze, ujrzała oazę, czyli mały 'lasek' palmowy a w środku maleńkie jeziorko. W tym momencie szamance okropnie zachciało się pić. Temperatura była zdecydowanie wyższa, niż na północy Ameryki.
 - Dziewczyny, chcecie się czegoś napić?
 Jej towarzyszki tak się zmachały wdrapaniem się na wydmę, że rozwaliły się na piachu i nic nie odpowiedziały.
 - Dobra, to ja zejdę do tego gaju palmowego, a wy się rozejrzyjcie - rzuciła w biegu.
  Szatynka dosłownie przeturlała się ze stromej górki piasku na dół. Podniosła się i zaczęła otrzepywać się z wszędobylskiego pyłu. W końcu poddała się i zdjęła swoje zamszowe mokasynki. Były to indiańskie mokasyny za kostkę, ze sznurówkami i z frędzelkami, trochę już podniszczone, ale dziewczyna w życiu nie zamieniłaby ich na  żadne inne.  Doczłapała się do pierwszej palmy i odetchnęła, ale przecież miała się napić, więc podreptała dalej. Nikita przeszła przez kłodę po daktylowcu i zdębiała.
 - Opacho?!
 Murzynka klęczała obok swojego nieprzytomnego mistrza.
 - Kim... Kim jesteś? - dziewczynka najwyraźniej zdeczka się przestraszyła Nikity.
 - Jego siostrą i miałam za zadanie odszukać Hao i sprowadzić go do rodzinnego domu - oświadczyła chłodno Indianka. Chciała podejść do brata, ale niziutka Murzynka zagrodziła jej drogę.
 - Odsuń się!
 - Nigdzie go nie zabierzesz!
 - Czy ty nie rozumiesz,  że jeśli go stąd nie zabierzemy, to on umrze?!
 Tym zdaniem skutecznie uciszyła Opacho, po czym zabrała się do opatrywania nieprzytomnego szamana. Przyłożyła mu swoje ręce do jego klatki piersiowej z zamiarem oddania mu kawałka swojego furyoku.
 - Co ty robisz? - spytała się podejrzliwie dziewczynka.
 - Chcę mu przekazać trochę mojego furyoku, zanim zabiorę go do Japonii - objaśniła. - A teraz jakbyś mogła mi pomóc?
 - A co mam zrobić? - Murzynka ochoczo podeszła do dawnego mistrza.
 - Połóż tak jak ja swoje ręce i się skup. Pamiętaj, masz mu przekazać swoje furyoku.
 Po dwóch minutach dziewczyny oderwały swoje dłonie od Hao. Jakoś go podniosły i Nikita wzięła bezwładne ciało brata na plecy. Z trudem weszły na wydmę, a towarzyszki Indianki zerwały się z miejsca.
 - Hao! - Mattie i Anna ściągnęły go z obolałych pleców przyjaciółki i położyły go na rozgrzanym piachu. - O matko, co mu jest? Mam nadzieję, że żyje. Żyje, prawda? A co jeśli nie? O matko, matko, matko...
 - ZAMKNIJ SIĘ! - Nikita wrzasnęła na oniemiałą lalkarkę. - Twoje czarnowidztwo mnie dobija! Jak można być takim pesymistą?! On żyje, wyzdrowieje, będzie się miał dobrze, weźmiecie ślub, będziecie mieć gromadkę rudych dzieci i razem się zestarzejecie, jasne?! A teraz siedź cicho bo muszę się skupić! To się tyczy również myśli. - wkurzona na maksa  klapnęła obok Haosia, zamknęła oczy i zaczęła masować sobie skronie. Po chwili wstała.
 - No, to możemy lecieć - rzekła z promiennym uśmiechem na twarzy.
***
 - Jak myślisz, kiedy wrócą? - Tamao zapytała się Piriki krojąc czerwoną paprykę. We dwie zgłosiły się do zastąpienia Ryu, podczas gdy on sam wybrał się na przejażdżkę do starych kumpli w Tokio. Wyjechał wczoraj rano, a dziś powinien już wrócić. Ostatnimi czasy przez całe dnie siedział w kuchni i obmyślał coraz to nowe przepisy. Nawet zrezygnował ze swojej charakterystycznej fryzurki i ciuchów, na rzecz luźno puszczonych włosów, wojskowych spodni i ciężkich glanów. Jednym słowem, Bokutou no Ryu zmienia styl i dorasta. Gdy Tokageroh pierwszy raz go zobaczył po przemianie, to gdyby mógł zemdleć, pewnie by to zrobił. ^^'
 - Mam nadzieję, że już niedługo, bo Horo robi się coraz bardziej marniejszy - westchnęła niebieskowłosa. - Martwię się o niego. Już nawet nie kłóci się z Renny'm. 
 - To chyba dobrze? - Tamamura zeskrobywała z deski kawałki papryki do miski z sałatką, po czym podeszła zerknąć na przepis od Ryu.
 - No właśnie, że niedobrze. To były przecież przyjacielskie przekomarzanki - dziewczyna odgarnęła sobie kosmyk włosów za ucho i kontynuowała mielenie mięsa do ryżu. 
 - Wiesz, podejrzewam, że chodzi o tą Nikitę - wizjonerka zajęła się teraz pomidorami. - Nie zauważyłaś, jak na nią reaguje? Robi się niezdarny, jąka się i rumieni. A teraz pewnie umiera ze strachu o nią. Słyszałam, jak wczoraj chciał się pakować i jechać za nią, ale Ren go ostudził.
 - Być może... Ale wiesz, ja bym nawet się ucieszyła, gdyby Nikita też polubiła Horo. Wydała mi się całkiem miła, pomijając ten jej temperament - Pirika odłączyła maszynkę do mielenia i wrzuciła mięcho na rozgrzaną patelnię. Wstawiła też ryż do wody. 
 Dziewczęta kończyły już pracę nad późną kolacją, a do pokoju zaczęli się schodzić domownicy. Ryż już się ugotował, tak samo jak mielonka na patelni, więc panna Usui wyjęła z lodówki sos zrobiony wcześniej przez Ryu i zaczęła porcjować, podczas gdy Tamao roznosiła jedzonko. 
 Kidy podawała Lysergowi miskę, ta niespodziewanie wysunęła jej się z rąk, a ona sama gdyby się nie przytrzymała o kant stołu, pewnie by leżała już na podłodze.
 - Tamao? - zapytał się zaniepokojony chłopak.
 - Dziewczyny odnalazły Hao i będą tu lada moment - powiedziała z nieprzytomnym wzrokiem.
 - Trzeba szybko powiadomić Keiko i Kino-sama! - rzekła Jun i w popłochu wybiegła z pomieszczenia ciągnąc za sobą biedną Tamamurę.
 - Tak! - wyrwało się Horo i poszedł w ślady siostry Rena, tylko skierował się na dwór. 
 - Horo! - jego młodsza siostra popędziła za nim.
 W korytarzu minęła się z Ryu, który najwyraźniej wrócił już z Tokio w o wiele lepszym humorze. Dziewczyna dogoniła brata dopiero, gdy zatrzymał się przy drzwiach wejściowych. Przynajmniej te treningi jakoś się opłaciły.
 - Horo! - dwunastolatka nie mogła złapać tchu. - Przecież - wdech - ona - wydech - jeszcze - wdech - nie przyjechała! 
 - Co? Aha... Nie.. Jak to? - wydukał szaman.
 - One mają być tu lada chwila, a to nie znaczy, że już są! A teraz marsz do kuchni! - poleciła Pirika.
 Horokeu powlókł się z powrotem do kuchni, do której przyszła już matka i babcia Yoh. Chłopak potulnie usiadł na swoje miejsce obok Renny'ego i zaczął szamać swoją porcję.
 - Tamao, czy jesteś pewna, że go znalazły? - zapytała się po raz kolejny Keiko, w serce której z powrotem wstąpiła nadzieja.
 - Jak najbardziej. Yohmei-sama mówił mi o czymś takim, że wizjonerki mogą się ze sobą porozumiewać przez telepatię, ale przecież żadna z nich nie jest wizjonerką - odrzekła nieśmiało Tamao. 
 W tym samym momencie łupnęło coś za oknem i rozległ się wyjątkowo znajomy głos:
 - Mówiłam wam, żebyście się trzymały! Ale nieee....
 Dalszej części wypowiedzi Horo nie dosłyszał, bo już wybiegł z pokoju z wesołym okrzykiem ("Nikita!"), za nim Keiko i Kino, które już nie pobiegły, tylko potruchtały.
 Chłopak biegł przed siebie jak szalony, byle by tylko ją zobaczyć. W końcu przyśpieszył i wyszedł na świeże powietrze. Nie zatrzymywał się, na nikogo nie zwracał uwagi, tylko wziął Nikitę w ramiona i obkręcił się z nią parę razy wokół własnej osi. 
 - Nikita! - zaśmiał się, gdy zatrzymał się w miejscu. Spojrzał jej w oczy, a ona patrzyła się na niego jak na wariata.
 - Mam cię przytulić, czy co? - wymamrotała.
 Horokeu w pierwszej chwili nie zrozumiał o co chodzi, ale Nikki wyczytała z jego myśli odpowiedź i ze śmiechem odwzajemniła uścisk. Oniemiały chłopak zerknął przed siebie, ale szybko odwrócił wzrok. W końcu nie codziennie przytula cię dziewczyna twoich marzeń. ^^' Po chwili z powrotem popatrzył się przed siebie, jednak teraz nie odwrócił wzroku. Co więcej, skamieniał i nieśmiało wydukał:
 - Ni-Nikita? Kto to jest?
 Bowiem przed sobą ujrzał wielkiego Ducha Powietrza, Mattie i Annę próbujące poddźwignąć nieprzytomnego Hao oraz Marion i Kannę z trudem podnoszące się z ziemi. Niewątpliwie wcześniejsze ofuknięcie było skierowane właśnie do nich.
 - Anna, Mattie, Hao, Kanna... - zaczęła wyliczać na palcach.
 - Nie, chodzi mi o to coś! - pokazał palcem u wolnej ręki na niebieską kopię ducha Hao, bo drugą wciąż obejmował Indiankę w pasie.
 - Ach, on. To mój kolejny duch, Duch Powietrza - wyjaśniła z rozbrajającą szczerością, co Horo skwitował wybałuszeniem oczu na szamankę.
 Tymczasem na podwórze wybiegły Keiko , Kino, Pirika i Tamao razem z Mikihisą oraz seniorem rodu. Za poleceniem Nikity ojciec bliźniaków zaniósł go do pokoju, w którym leżał Yoh. W korytarzu minął się z resztą gromadki, na czele której biegł Ren trzymający Guan-Dao w ręce i Faust razem ze swoimi nieśmiertelnymi przyrządami lekarskimi z Elizą u boku. Gdy Renny zobaczył Horo z Nikki wymienił z Mantą znaczące spojrzenia. Omiótł wzrokiem Ducha Powietrza i Annę obok której stała Mattie wraz z Marie i Kanną. Spojrzenie zatrzymał dłużej na Marion i wzmocnił uścisk ręki na Guan-Dao.
 Reszta wieczoru upłynęła na wyjaśnieniach, tłumaczeniach i rozmowach. Po dosyć późnej kolacji wszyscy rozeszli się do pokoi i grzecznie lulali w łóżeczkach do rana.
***
Przechodzę samą siebie. Nie sądziłam, że tak szybko uda mi się napisać rozdział. ^^' Tym razem to już na serio ostatnia notka przed kolonią. Ale się nie martwcie, w głowie mam pomysły na kolejne 10 partii. ^^
Serdeczne przepraszam za jakieś tam literówki, ale moja klawiatura niedługo skończy żywot. T.T
 Nom, to Sayonara. ;**

4 komentarze:

  1. Dziewczyno, ja Cię uwielbiam !
    Poprzednio Metallica, dzisiaj patrze, Paramore ! Jeeej <3 <3 <3 <3 <3 <3
    okej, już się uspokajam xd Takie reakcje właśnie mi towarzyszą jeżeli chodzi o muzykę xd Wracając do rozdziału : Dziękuję za dedykacje, oraz za tak szybkie napisanie tej notki <3 Nawet nie wiesz jak się ucieszyłam :D

    Hao uratowany, Horohoro przytulony, Ryo pozbył się tej okropnej fryzury i ciuchów, założył glany i wszyscy są szczęśliwi :D ( + Glany to fajne i wygodne buty, więc niech facet sobie w nich chodzi bo jak się zastanowić to mu pasują :D )

    Niezależnie czy zrobiłabyś Opacho chłopcem i tak brałabym ją za dziewczynkę xd

    Na początku ten fragment z ojcem i dzieckiem, nie załapałam o co chodzi no i dobrze, że mnie znowu zaskoczyłaś :D Ta scena jak młody Hao podaje rączkę rudowłosej w mojej wyobraźni wygląda tak uroczo *.*

    Dodam, że lubię ducha stróża Mattie :D ( Kuba Rozpruwacz, hueh :D )

    Jakoś wytrzymam ponad dwa tygodnie na nowy rozdział. W końcu jestem zmuszona czekać ;x...

    Mam wrażenie, że piszę bez ładu i składu, tak więc zamykam się już i życzę udanej koloni :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Po pierwsze... Niech klawiatura spoczywa w pokoju. [*] Po drugie notka jest zajebist.a ! Wee ! Jest mój Horo ! ^^ Już się bałam, że nigdzie nie znajdę bloga z nim. Fajnie, że znalazły Hao, ale co z Opacho ? Tak po prostu ją zostawiły. Biedne dziecko. T.T Hmm Horuś czuje coś co Nikki ? Mam być zazdrosna ?! Już czuję, że Mattie i Hao będą parą. Wiesz, przypomina mi to jeden motyw w moim opowiadaniu, ale o tym później.^^ No cóż, błędów nie było, w jednym wyraźnie zabrakło literki, ale to z pośpiechu zapewne. Co najwyżej te przecinki, ale to chyba każdy ma z nimi problem. Przecinki zakałą ludzkości ! T.T To paa !

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm ze względu na komentarz Izzie i tak jakoś skoro i tak tu zaglądam to napiszę, że Kuba Rozpruwacz to mój idol ! <33 ( I dlatego uchodzę na osiedlu za psychopatkę...) No, ale mnie po prostu kręcą takie historie z morderstwami.^^

    OdpowiedzUsuń
  4. jeej!:D śliczny ten rozdział, wiesz?:D jejku, jak mi się go fajnie czytało...;) kurczak, aż nie wiem, od czego zacząć komentarz^^' to może na początek Horo^^ nie no, on był po prostu rozkoszny^o^ a obrazek ślicznie do tego pasuje;) co dalej... ha, jak to co: bliźniacy!:D:D ja rozumiem, że teraz Super Doktor Faust z pomocą Kino i Keiko wyleczą Haosia, bliźniacy się pobudzą ze śpiączki, pogodzą się, staną się kochającymi braćmi i ja będę miała zaciesz^o^ wspaniała perspektywa na przyszłość^^
    fragment o gromadce rudych dzieci mnie po prostu rozwaliłXD ale przynajmniej jak się domyślam Haoś będzie miał miłe i przyjemne powitanie;) tak między nami to z Hanagumi zawsze najbardziej lubiłam Mati;) może to przez moje odwieczne marzenie posiadania rudych włosów?^^'
    no i oczywiście Nikita...;D naprawdę lubię tą babkę;D
    w ogóle cały rozdział super:):):)
    buziaczki i z niecierpliwością czekam na next:)
    i oczywiście udanej kolonii:)

    OdpowiedzUsuń