A oto i jestem, z nową nocią. ^^ Tak jak mówiłam, 2,5 strony w Open Office. :3
Enjoy! ;D
Enjoy! ;D
**
W tę noc Horo spał wyjątkowo źle. Ciągle się wiercił, aż w końcu nad ranem obudziły go ptaszki, które zaczęły natrętnie ćwierkać, domagając się uwagi od śpiących domowników. Szaman przeciągnął się w łóżku, po czym spuścił nogi na podłogę i rozejrzał się po zabałaganionym pokoju. Wzrok zatrzymał na oknie. Na niebie pałętał się tylko jeden mały obłoczek. Była to niewątpliwie miła odmiana, bo od paru dni albo lał ulewny deszcz, albo wiał taki wicher, że od spojrzenia przez okno odechciewało się opuszczać przytulne mieszkanko. W tym samym momencie Ren niespokojnie poruszył się w pościeli, a Horokeu przypomniał sobie o żarełku. Aby nie obudzić przyjaciela, jak najciszej przeszedł przez pokój i skierował swoje kroki do kuchni. Niewątpliwie obudził się jako pierwszy z całego domostwa, bo z pokoju Ryu i Manty słychać było chrapanie, a zwykle to oni we dwóch budzili się najwcześniej, aby przygotować coś na śniadanko wygłodniałej gromadce. Natomiast Horo w ogóle nie potrafił gotować. No, potrafił zaparzyć herbatę w elektrycznym czjniku i zrobić płatki na mleku, ale w posiadłości rodziny Yoh nie było ani tego, ani tego. No bo komu tam potrzebne są tam płatki czy elektryczny czajnik.
Gdy szaman z północy dotarł wreszcie do kuchni, automatycznie podszedł do lodówki, do której została przyczepiona jakaś kartka. Prawdopodobnie list. Kiedy zapoznał się z jego treścią, zalała go fala niedowierzania.
- JAK TO WYJECHAŁY!? - wykrzyknął. Po chwili otrząsnął się z pierwszego szoku, pobiegł do swojego pokoju. Już kompletnie zapomniał o głodzie. Teraz liczyło się już tylko jedno.
- Ren! Ren! Budź się! - Horo zaczął potrząchiwać śpiącym przyjacielem – Reeen!
- Daj mi spokój, lodowa czapo – szaman mruknął i zakopał się głębiej w łóżku, ale jego współlokator nie poddawał się tak łatwo. Bezpardonowo wyjął mu poduszkę spod głowy i zaczął go nią okładać. Efekt natychmiastowy. Ren zaczął gonić Horo z Guan-Dao w ręce i wrzeszcząc na swoja 'ofiarę'.
- Co ci strzeliło do łba, niebieska czapo, żeby budzić mnie o tak nieludzkiej porze?! Co, twoja dziewczyna zniknęła? - zapytał z kpiną w głosie.
- Skąd wiedziałeś? - Horokeu nagle się zatrzymał – a poza tym, to nie jest moja dziewczyna – westchnął zrezygnowany.
- Ale chciałbyś, coo? - Renny także się zatrzymał – na serio zniknęła?
- Razem z Anną wyjechała ratować Hao – wyjaśnił.
- CO?
W odpowiedzi Horo wcisnął mu wymemłany list (który cały czas kurczowo ściskał w ręce), o następującej treści:
„Drodzy Państwo Asakurowie i nasi przyjaciele,
Nie martwcie się o mnie ani o Nikitę. Musiałyśmy pilnie wyjechać dziś w nocy pomóc Hao. Nikki miała wizję we śnie, że dzieje się z nim coś złego. Hao jednak nie umarł. Tylko się nie bójcie! On i Yoh nie mieli po połowie duszy i losowo Wielki Zły umieścił swoją reinkarnację w Hao – tak, losowo, bo równie dobrze jego reinkarnacją mógłby być Yoh. Ale teraz, kiedy młodszy bliźniak raz na zawsze uwolnił siebie i swojego brata od Wielkiego Złego, oboje mogą postępować tak, jak chcą. Nic więcej nie możemy teraz powiedzieć. Nikki da znać, kiedy go znajdziemy.
Anna”
Pod Renem ugięły się nogi. Pierwszy raz coś go tak zszokowało. Nagle na korytarz wyszedł Faust razem z Lysergiem, Choco, Mantą i Ryu.
- Czym Horo cię tym razem wkurzył, że tak wrzeszczałeś, Renny? - zapytał się nierozbudzony jeszcze Choco.
- Coś się stało? - zainteresował się Faust, widząc pobladłego Rena , który już setny raz czytał list od Anny i leżące u jego stóp Guan-Dao.
- Sami się przekonajcie – jęknął Horo, a drugi szaman podawał wysokiemu blondynowi pognieciąną kartkę.
-Cóż, Anna postanowiła zrobić sobie krótki urlop – podsumował z anielskim spokojem lekarz. Potem karteluszka wędrowała z rąk do rąk obecnych i żaden nie zaregował tak spokojnie, jak Faust.
- Ale co teraz będzie? - zainiepokoił się Manta.
- Nie wiem, mój mały przyjacielu – odpowiedział Ryu.- Musimy czekać.
***
- Nikki, a tak w ogółem, to na jakie lotnisko jedziemy? - zapytała się zdezorientowana Anna. Mijały już trzecie lotnisko.
- Na prywatne lotnisko Wielkiej Rady, rzecz jasna - odpowiedziała dumnie szamanka.
- Co? Ale jak my się tam dostaniemy? Przecież nie należymy do rady - blondynka zaczęła zasypywać przyjaciółkę gradem pytań.
- Anno, rusz głową! Myślisz że nie wpuszczą tam mnie, córki jednego z członków plemienia Patch?
- Ciągle nie mogę się przyzwyczaić, że będziesz moją bratową - Itako westchnęła i spojrzała w taksówkowe okno. Dopiero zaczęło świtać.
- Jak to: bratową? - zdziwiła się Indianka - chyba nie zamierzasz wyjść za Yoh albo za Hao?
- Konkretnie, za Yoh. Obiecał mi to, gdy uratowałam go od duchów, którym coś napyskował.
Do końca podróży taksówką nie odezwały się do siebie ani słowem. Dopiero gdy usiadły w małej awionetce, Nikita się spytała przyjaciółki:
- Zależy ci na nim, prawda?
- Nawet nie wiesz, jak bardzo - Anna spojrzała na czarnowłosą. Nikki zaczęła robić sobie dwa warkocze, a zważając na długość jej włosów, to raczej dosyć pracochłonne zajęcie. - Może ci pomóc, co?
- Okej - blondynka wydzieliła odpowiednie pasma i zaczęła zaplatać. Awionetka wystartowała i chwilę później szybowała w powietrzu.
- Nikita?
- Tak, Anno?
- Opowiedz mi o swojej rodzinie - poprosiła.
- A co chcesz wiedzieć?
- Nigdy nie wspominałaś o swojej matce. Kim ona jest?
- Ach, to. Kojarzysz Lilirarę? - Indianka skończyła zaplatać i wiązała gumką warkocza.
- To ona powiedziała chłopakom, jak dojść do Patch Village. No, to co z nią? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że... - Kyoyama urwała w połowie zdania.
- Tak, to właśnie chcę powiedzieć. Lilirara jest moją matką.
Szamanka dała Annie przyswoić tą informację, po czym kontynuowała:
- Gdy się urodziłam, rodzice byli przeszczęśliwi. Tak samo jak Keiko i Mikihisa, gdy się dowiedzieli o bliźniakach. Oboje byli z plemienia Patch, więc nie było problemu z opieką. Babka była na miejscu, a zresztą wszyscy w wiosce chętnie się mną zajmowali. Po czterech latach ojca nie było coraz częściej w domu przez Wielka Radę. Goldva podejrzewała, że niedługo zacznie się Turniej, więc chciała przygotować na to Radę. Zaczęło się rozdzielanie szamanów pomiędzy egzaminatorów. Mama z powrotem wyjechała do swojego domu, aby pokazywać podróżnym szamanom, co się wydarzyło 500 lat temu podczas Turnieju. Co rok jeździłam do niej na wakacje, ferie i resztę przerw. I wtedy zaczęły się problemy. Zaczęłam mieć wizje we śnie, które mnie nawiedzały co noc. Przez 3 lata pomagałam wiosce unikać wszelkich nieszczęść, ale nie zawsze się to udawało. Czasami nawet te wizje doprowadzały do wypadków. W końcu babka nie wytrzymała i wysłała mnie do Aomori za namową Kino-sama. Potem było fajnie, przez trzy lata się przyjaźniłyśmy. Ale nadeszło reishi. Musiałam wyjechać. Wróciłam do wioski. Przez miesiąc żyłam w odosobnieniu. Ale powiedziałam sobie: dość. Powoli zaczęłam się przyczajać do myśli pałętających się mi po głowie. Gdy zaczął się Turniej, opuściłam wioskę i udałam się do Patch. W jakimś mieście spotkałam Yoh z przyjaciółmi. Zaczęłam iść za nimi. Nie musiałam ich śledzić, żeby dojść do Patch. Doskonale znam drogę. W międzyczasie poznałam też Hao. Niezmiernie miły typek. Przed pojedynkiem w Sanktuarium miałam wizję, co się wydarzy, więc spokojnie opuściłam Patch. Nie chciałam brać w tym udziału. Zatrzymałam się u matki. Potem postanowiłam, że odwiedzę braciszka, no i przyjechałam. Resztę już znasz. Jeszcze jakieś pytania?
- Raczej nie - bąknęła blondynka. - wiesz, chyba się zdrzemnę.
Anna spała do końca lotu, a Nikita próbowała namierzyć Hao. Z miernymi skutkami, niestety. Gdy lot dobiegł końca, dziewczyny opuściły lotnisko. Uznały, że przydałoby się coś wszamać i skierowały się do najbliższego baru. W rzeczonym barze było nawet przytulnie. Wtem Nikita stanęła ja wryta wpatrując się przed siebie. Itako spojrzała za jej wzrokiem.
- Kogo my tu mamy...
- Nawet nie wiesz, jak bardzo - Anna spojrzała na czarnowłosą. Nikki zaczęła robić sobie dwa warkocze, a zważając na długość jej włosów, to raczej dosyć pracochłonne zajęcie. - Może ci pomóc, co?
- Okej - blondynka wydzieliła odpowiednie pasma i zaczęła zaplatać. Awionetka wystartowała i chwilę później szybowała w powietrzu.
- Nikita?
- Tak, Anno?
- Opowiedz mi o swojej rodzinie - poprosiła.
- A co chcesz wiedzieć?
- Nigdy nie wspominałaś o swojej matce. Kim ona jest?
- Ach, to. Kojarzysz Lilirarę? - Indianka skończyła zaplatać i wiązała gumką warkocza.
- To ona powiedziała chłopakom, jak dojść do Patch Village. No, to co z nią? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że... - Kyoyama urwała w połowie zdania.
- Tak, to właśnie chcę powiedzieć. Lilirara jest moją matką.
Szamanka dała Annie przyswoić tą informację, po czym kontynuowała:
- Gdy się urodziłam, rodzice byli przeszczęśliwi. Tak samo jak Keiko i Mikihisa, gdy się dowiedzieli o bliźniakach. Oboje byli z plemienia Patch, więc nie było problemu z opieką. Babka była na miejscu, a zresztą wszyscy w wiosce chętnie się mną zajmowali. Po czterech latach ojca nie było coraz częściej w domu przez Wielka Radę. Goldva podejrzewała, że niedługo zacznie się Turniej, więc chciała przygotować na to Radę. Zaczęło się rozdzielanie szamanów pomiędzy egzaminatorów. Mama z powrotem wyjechała do swojego domu, aby pokazywać podróżnym szamanom, co się wydarzyło 500 lat temu podczas Turnieju. Co rok jeździłam do niej na wakacje, ferie i resztę przerw. I wtedy zaczęły się problemy. Zaczęłam mieć wizje we śnie, które mnie nawiedzały co noc. Przez 3 lata pomagałam wiosce unikać wszelkich nieszczęść, ale nie zawsze się to udawało. Czasami nawet te wizje doprowadzały do wypadków. W końcu babka nie wytrzymała i wysłała mnie do Aomori za namową Kino-sama. Potem było fajnie, przez trzy lata się przyjaźniłyśmy. Ale nadeszło reishi. Musiałam wyjechać. Wróciłam do wioski. Przez miesiąc żyłam w odosobnieniu. Ale powiedziałam sobie: dość. Powoli zaczęłam się przyczajać do myśli pałętających się mi po głowie. Gdy zaczął się Turniej, opuściłam wioskę i udałam się do Patch. W jakimś mieście spotkałam Yoh z przyjaciółmi. Zaczęłam iść za nimi. Nie musiałam ich śledzić, żeby dojść do Patch. Doskonale znam drogę. W międzyczasie poznałam też Hao. Niezmiernie miły typek. Przed pojedynkiem w Sanktuarium miałam wizję, co się wydarzy, więc spokojnie opuściłam Patch. Nie chciałam brać w tym udziału. Zatrzymałam się u matki. Potem postanowiłam, że odwiedzę braciszka, no i przyjechałam. Resztę już znasz. Jeszcze jakieś pytania?
- Raczej nie - bąknęła blondynka. - wiesz, chyba się zdrzemnę.
Anna spała do końca lotu, a Nikita próbowała namierzyć Hao. Z miernymi skutkami, niestety. Gdy lot dobiegł końca, dziewczyny opuściły lotnisko. Uznały, że przydałoby się coś wszamać i skierowały się do najbliższego baru. W rzeczonym barze było nawet przytulnie. Wtem Nikita stanęła ja wryta wpatrując się przed siebie. Itako spojrzała za jej wzrokiem.
- Kogo my tu mamy...
***
Wyszło całkiem nie tak, jak chciałam. Zero akcji. =,=
Dobra, ja się już zmywam. Saaaaayonara. ;**
zero akcji, tak? ale przerwać w najciekawszym momencie to się i tak dało, co?;P niedobra Ty:P mi się podobało:) nie musi codziennie spadać meteoryt czy mieć miejsce atak cyklopów, gnomów, X-lawsów czy też innych paskudzctw, żeby fajnie się czytało rozdział;) poza tym wiadomość, że matką Nikity jest Lilirara bynajmniej nie można nazwać nudną wiadomością;D no nieźle, Silva;D
OdpowiedzUsuńkurczak, mam nadzieję, że dziewczyny zdążą pomóc Haosiowi... bo jak bliźniacy mają się pogodzić bez Haosia?^^' trochę by to było trudne^^' ale ja wierzę w te dwie dziewuszki i liczę na to, że wszystko jakoś się ułoży;)
rozdział mi się podobał:) buziaczki i czekam na next:):):)
Może akcji za dużo nie było, ale fajna notka:)Szkoda mi Nikity najpierw wizje, później zaczęła mieć problem zwany reishi... jest dość podobna do Hao. No i ma ciekawą matkę. I wiesz, że będę długo myślała kogo one spotkały w tym barze?^^
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na kolejną notkę:)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńach tak, zero akcji, hę ? a ja będę się kurde, do następnej notki zastanawiać czy kwestie "kogo my tu mamy" wypowiedziała któraś z dziewczyn czy ktoś inny.
OdpowiedzUsuńUwielbiam spokój Fausta, choć jak dla mnie spowodowany jest braniem jakiś podejrzanych leków xd Horohoro to wesoła i barwna postać tak więc nie będzie mi przeszkadzać połączenie Indianki z szamanem z północy ;d
Lilirara, hę? Raz zaskakujesz Ojcem następnie matką, boje się co dalej xd
Pozdrawiam ;)