Regulamin ;3

1.Ze względu na pewne okoliczności, postanowiłam odświeżyć swojego bloga. W chwili gdy ukaże się następny rozdział będziecie mogli zobaczyć pewne zmiany. Nowe otwarcie bloga już wkrótce!
2. Won od nagłówka i tekstu. Pamiętajcie, jak u kogoś zobaczę skopiowane, to nóżki z dupci powyrywam.
3. Chętnie będę wchodziła na Wasze blogi z opkami, ale nie reklamujcie się z Yaoi, plis. Nie trawię tego rodzaju.
4. Notki będę zamieszczac co tydzień w ciągu roku szkolnego, w wakacje będę starac zmniejszac się ten odstęp czasu.
5. Powiadamiam albo na blogach w komentarzu albo na gg.
6. Znoszę krytykę, ale tylko uzasadnioną.
7. Jeśli nie podoba Ci się MOJE opowiadanie, nie musi. Tylko nie wypisuj z tego powodu wulgaryzmów, i tak będą usunięte. Chcę tylko oszczędzic roboty Twoim palcom.
8. I na koniec, proszę o szczere komentarze. Nie lubię, gdy ktoś mi bezpodstawnie słodzi.
Nom, to chyba wszystko. ^^ I przestrzegajcie tego, bo Kitsune jest wszechobecna.

sobota, 30 lipca 2011

4. Nothing Else Matters.

Ohayo! Przybywam z nowym rozdziałem. :3 I ostatnim przed kolonią. Wyjeżdżam 4 sierpnia, na dwa tygodnie. Gomen, ale nie będę miała wtedy dostępu do internetu, więc nie będę mogła publikować notek. Ale nie martwcie się,  wezmę mój zeszyt z żyrafkami, i będę pisać aż do znudzenia. :) Jeśli rzecz jasna będzie czas, w co wątpię. No, z Buką się na pewno nudzić nie można. A, jak ktoś będzie wtedy w Jastrzębiej Górze, to będzie mnie tam można spotkać. ^^
Serdeczne domo arigatou za tyyle miłych komentarzy. :3 To strasznie podnosi na duchu i od razu można się brać za pisanie nowego rozdziału. ^^ A przerywanie w najciekawszym momencie to moja specjalność, polecamy się na przyszłość. ^^' Niezrozumiałe pisanie również. ^^' A co do Nikity, to mam wielkie plany. :3
 Nom, to tyle z informacji. Do czytania polecam tytułowe 'Nothing Else Matters' Metalliki.
 Enjoy! ;D
***
Dziewczyny poszły do baru obok lotniska Wielkiej Rady, a skoro znajdował się w tym, a nie innym miejscu, był tylko dla szamanów.
- Kogo my tu mamy... - powiedziała z przekąsem Anna, bowiem przy barku siedziały trzy dziewczyny. Na oko dwie mogły być w wieku Itako, a trzecia trochę starsza. Jedna rudowłosa, jedna blondynka i jedna z niebieskimi włosami - Hana-Gumi.
 - Och, przecież wiem kim one są - obruszyła się Nikita.
 - To czemu stoisz jak kołek, zamiast pójść i przywitać się z koleżankami? - zapytała blondynka.
 - Bo ta ruda ma ciuchy takie same jak ja! - żachnęła się czarnowłosa szamanka. Istotnie, obie ubrały się w  ogrodniczki, t-shirty i buty za kostkę. Wściekła Nikki ruszyła w kierunku Mattie, zanim ktokolwiek się zorientował. Członkinie Hana-Gumi odwróciły się na krzesłach w stronę barku i zawzięcie się kłóciły na jakiś temat. W ogóle nie wiedziały co się wokół nich dzieje.
 - Nieprawda! On bardziej lubił mnie! - zaprotestowała Marie. 
 - Akurat! Nie widziałyście, jak się na mnie patrzył? - zapytała się kpiącym głosem Kanna.
 - Tak, jak kosmita na kapustę! Jestem pewna, że... - i tu biedna Matilda musiała przerwać, bo Nikita wkroczyła do akcji. Stanęła za rudą i delikatnie dźgnęła ją w plecy swoim dzirytem (google,dzieci drogie, google). Gdy ta się odwróciła, rozjuszona szamanka wrzasnęła na nią: 
 - CZEGO PODRABIASZ MOJE CIUCHY?!
 Gdy lalkarka się zorientowała, o co chodzi tej 'oszołomce' , odkrzyknęła:
 - JA?! TO TY PODRABIASZ MOJE CIUCHY!
 - CO? AKURAT!
 - A chcesz się bić?! - ruda zaczęła grozić przeciwniczce miotłą.
 - O każdej porze dnia i nocy! 
 - Lepiej wyjdźcie na dwór - odezwał się barman o niepokojąco znajomym głosie.
 - Karim? - zdziwiła się Kyoyama. 
 - To co, wyjdziecie na zewnątrz, czy zmierzacie zdemolować lokal? - zirytował się szaman. 
 Drużyna Hana-Gumi, Nikita, Anna i kilku gapiów wyszło na zewnątrz. Nikita automatycznie skierowała swoje kroki na piaszczystą polankę. Matilda i cała reszta podreptali za  szamanką. Nachmurzona Indianka przeszła przez plac i zatrzymała się na końcu. Zdjęła z pleców skórzany plecak i wypuściła Narę z jej 'nagrobka' (no to coś, w czym czasem siedział Amidamaru w anime. ^^').
 - Ach, jak fajnie rozprostować kości - samurajka zaczęła się przeciągać.
 - Ty nie masz kości - zauważyła sarkastycznie dziewczyna.
 - Nieważne. No, to o co się tym razem wściekłaś?
 - Nikt nie będzie podrabiał moich ciuchów i ich krytykował - mruknęła poprawiając sobie bandanę z wzorem jej plemienia.
 - Oooo, współczuję tej, która będzie z tobą walczyć.
 - Poplecznikom Wielkiego Złego się nie współczuje - oświadczyła chłodno czarnowłosa. 
 - Rozumiem - odrzekła Nara.
 W tym czasie wokoło polanki zebrał się już niezły tłum. Nieco to zdziwiło Nikki, ale tylko na chwilę. Nawet  w barze zarządzono przerwę.. ^^' 
 - Karim? - szamanka znacząco spojrzała na przyjaciela ojca.
 - Dobra, mogę nadzorować - westchnął zrezygnowanym głosem.
 - Przydałoby się ustalić zasady - odezwała się Nikita. - No to może tak, jak w I rundzie Turnieju. Dopóki któraś z nas nie straci całego Furyoku, a jestem pewna, że to będziesz ty.
 - Chciałabyś - odparowała Matilda. 
 - Start! 
 Rudowłosa lalkarka zaatakowała, zanim ktokolwiek się obejrzał.
 - Latarenko, Rozdarcie Halloween! - krzyknęła do swojego ducha.
 - Jakie dziecinne zagrania - Nikita zakpiła ze swojej przeciwniczki. - Nara, do dzirytu!
 Jej włócznia, mimo kontroli ducha, nie błyszczała od furyoku, tylko wyglądała jak podwójne medium. Zmieniła kolor grotu na bordowy, kolor rękojeści zamienił się na biały i cały oszczep powiększył się parokrotnie. 
 Mattie uśmiechała się pod nosem. Ta cała szamanka nawet nie próbuje się bronić! Prościzna. Jednakże z chmary pyłu pozostałym po uderzeniu Gotki wyłoniła się uśmiechnięta od ucha do ucha Nikki z przerzuconą przez ramię dzidą. 
 - No i co się śmiejesz jak głupi do sera?  To była dopiero rozgrzewka - wycedziła przez zaciśnięte zęby Matilda.
 - O nie, teraz moja kolej, koleżanko - powiedziała pewnym głosem czarnowłosa i ruszyła na rywalkę. - Nara, Atak Wojenny! 
 Naparła na Latarenkę, która całą swoją siłą próbowała zablokować uderzenie. 
 - Tylko na tyle was stać? - spytała z chytrym uśmieszkiem, po czym naparła z większą siłą na kościotrupa z głową dyni. Siła, z jaką Indianka podjęła atak odrzuciła na kilkanaście metrów ducha stróża jej wroga.
 - Latarenko,  Tornado Halloween! - ryknęła płomienna lalkarka. - Teraz!
 "To takie proste. Miałam nadzieję, że się czegoś nauczyła", pomyślała, po czym wykonała kontraatak.
 - Nara, Łuk Śmierci!
 Wykonała zamach bordowym dzirytem i uderzyła. Dwie siły naparły na siebie, aż w końcu atak Indianki przedarł się przez Tornado i walnął w Latarenkę. Matti przeklnęła pod nosem. 
 - Latarenko, Wielka Kontrola Ducha! 
 - Niczego się nauczyłaś z tego, co mówił do was Yoh?  - zapytała się czarnowłosa.
Ruda lalkarka znieruchomiała. 
 - Skąd wiesz, co nam powiedział Yoh?
 - To bardzo proste. Mam wizje i zobaczyłam was oraz mojego brata - wyjaśniła ze spokojem kami (inaczej zwykły szaman). 
 - Brata?! 
 - Oczywiście. To ja wam o tym nie mówiłam? A to ze mnie gapa. Ale wiecie, może skończmy już tą walkę, nudzi mi się - ziewnęła Nikita.
 - Jestem za - powiedziała Matilda. Wykonała 100% furyoku - Latarenko, Pożeracz!
 - Nara, gotowa? - samurajka kiwnęła głową - Strzała Otchłani!
 Gdy obie siły spotkały się na środku polany, wszystkich obecnych poraziło oślepiające światło, które po chwili znikło. I wiadomo już było kto wygrał. Rudowłosa opadła na kolana ze spuszczoną głową, a uśmiechnięta Indianka stała wciąż z prawie całym furyoku.
 - Ale.. Ale.. Ale dlaczego.. Przecież robiłam, jak uczył Hao.. 
 - To nie Hao was przez cały czas uczył - rzekła szatynka.
 - Jak to?! - zdumiały się Gotki.
 - Normalnie. Nie Hao, tylko reinkarnacja Wielkiego Złego - odezwała się Anna. - I to was zgubiło. Zamiast same trenować, ślepo wierzyłyście temu bandycie.
 - Nie mów tak o nim! - zdenerwowała się Kanna, u boku której zjawił się Ashcroft. 
 - Dokładnie, był najlepszym nauczycielem! - przytaknęła blond Gotka. Jak zwykle trzymała w ramionach Chucka.
 - Okej, uznajmy, że się zgadzam - oznajmiła zjadliwie uprzejmym tonem czarnowłosa. - Ale z tego co was nauczył, niewiele wyniosłyście, jak zauważyłam. Bo dobry szaman postawiłby mi przynajmniej lekki opór, a wy nic. Z pewnością po moim najmocniejszym ataku nic nie zostałoby z waszego furyoku. 
 - Nie bądź siebie taka pewna, dziewczyneczko. Nie doceniasz nas - wypaliła przywódczyni Hana-Gumi. 
 - No to się przekonajmy. 
Dziewczyny zastosowały swoje najlepsze uderzenia.
 - Nara-san, Czarna Przepaść! - ryknęła z uczuciem do ducha stróża. Z jej oszczepu zaczęła się tworzyć wielka czarna dziura, która wysysała całe furyoku z medium i samego szamana. Ciemny otwór zniknął. Gotki zostały całkowicie bez energii, mimo, że na początku we dwie miały całą. 
 - Jakim cudem to zrobiłaś, i nadal masz furyoku?! - zdumiała się Kanna.
 - Och, to nie było 100 %. Gdyby tak było, pewnie byście to zauważyły - objaśniła szatynka. - Czy wy naprawdę myślałyście, że macie jakiekolwiek szanse?
 - Oczywiście - wydukała zrozpaczona Marie. - Jesteś tylko słabą szamanką, której się poszczęściło.
 - Nie masz pojęcia, co mówisz. Wiem od was o wiele więcej o szamaństwie. I przede wszystkim, jestem od was i bardziej cwana, i bardziej doświadczona. - poinformowała Kami.
 - No proszę cię, i my miałybyśmy w to uwierzyć? - zakpiła ruda.
 - Jak najbardziej. Jak nie, to nie odratuję waszego Hao - zagroziła z błyskiem w czarnych oczach Nikita.
 - Jak to: nie odratujesz? - przeraziła się Mattie.
 - Och, normalnie. Gdy Yoh wypędził z ciała Hao Wielkiego Złego, obaj pogrążyli się w śpiączce. A jeśli Hao zginie, wykrwawi się, ktoś go zaatakuje, czy co tam jeszcze może być, to żaden się nigdy nie obudzi. Yoh mogłabym spróbować ratować, ale niczego nie mogłabym obiecać - wyjaśniła Nikki.
 W tym czasie Anna podeszła do przyjaciółki i szepnęła:
 - Naprawdę jeśli Hao zginie, to Yoh by się nie obudził? - zapytała łamiącym się głosem.
 - Głupia, chcę je wkręcić. Oczywiście  że Yoh się obudzi.  - czarnowłosa przytuliła ją, po czym wypuściła. - Chociaż nie jestem pewna, czy nadal będzie miał duszę w nienaruszonym stanie.. Ale teraz nie myśl o tej spr... - wzrok Indianki stał się nieprzytomny i gdyby Anna jej nie przytrzymała, pewnie już leżałaby na ziemi. 
 - Nikita? Nikki? Co się dzieje? - przeraziła się blondynka, a Hana-Gumi stały sparaliżowane parę metrów dalej. Po kilkunastu męczących sekundach odezwała się, ale jej wzrok był ciągle nieobecny.
 - Mamy coraz mniej czasu.. Musimy działać.. Hao traci siły. Fizyczne i psychiczne. Jeśli się nie pospieszymy, możemy zastać go martwego... - mówiła, jakby była w transie.
 - NIE! - wrzasnęła ruda Gotka. - Musimy go odnaleźć! 
 - Skąd wiesz, że z nami pójdziecie? - spytała się  przebiegle Itako.
 - Musimy tam iść,  nie rozumiesz? On jest dla mnie bardzo ważny i gdyby go zabrakło.. - zawiesiła głos, a jej oczy się zaszkliły. Spuściła głowę, aby nie było widać jej łez. Szczerych łez.
 - Wiem, co czujesz - odrzekła Medium i znienacka przytuliła Matildę, która wtuliła się w Annę.  I w ten sposób dwie połączone w bólu istoty przestały być śmiertelnymi wrogami. 
 Tymczasem pozostałe dwie członkinie drużyny Kwiatu popatrzyły na siebie znacząco, po czym przeniosły wzrok na Nikki.
 - Wiesz gdzie jest? - spytała się przytomnej już szatynki Marie.
 - Sprawdzę to - odrzekła, po czym usiadła po turecku na piaszczystym gruncie i rozejrzała się dookoła. Całej scenie przyglądali się ludzie, którzy mieli nadzieję zobaczyć dobrą szamańską walkę, a tymczasem zobaczyli skrawek jakieś płaczliwej telenoweli. x3
 - A wy czego tak stoicie?! - ofuknęła ich dziewczyna. - Już do środka!
 Tłumek potulnie skierował się do baru Karima.
 - Nareszcie święty spokój - westchnęła. - Co to ja miałam... Ach, no tak - zamknęła oczy i skupiła się. Na jej policzkach widać było cienie jej długich rzęs. Po niecałych dwóch minutach, wiedziała, gdzie może znajdować się jej braciszek.
 - Musimy iść na południe, do Death Valley. - oświadczyła.
 - Przecież to okropnie daleko! - zdziwiła się Mattie, która wyzwoliła się już z uścisku Anny. - Jak my się tam dostaniemy? 
 - Nie doceniasz mnie - oznajmiła szatynka.
 - Co masz na myśli? - zapytała się podejrzliwie niebieskowłosa.
 - Polecimy tam na Duchu Powietrza! - zaśmiała się Nikki. 
 - CO? - zdumiała się Kanna.
 - Normalnie. Skoro Hao ma Ducha Ognia, to ja sobie przygarnęłam Ducha Powietrza - zakomunikowała Kami.
 - Czym ona nas jeszcze zaskoczy.. - westchnęła Itako.
 W tym samym czasie Indianka pstryknęła palcami, a sekundę później stała na ramieniu wielkiego Ducha Powietrza. Wyglądał prawie tak samo jak Duch Ognia, tylko świecił się jasnym odcieniem niebieskiego.
 Dziewczynom z Hana-Gumi na chwilę zaparło dech w piersiach, ale Anna przyzwyczaiła się już, że przyjaciółka często czymś zaskakuje.
 - No to co, włazicie, czy sama mam po niego lecieć? - spytała się ironicznie Nikita. Pierwsza ruszyła blondynka, a za nią Matilda, Kanna i Marie. Chwilę potem śpieszyły ratować kogoś, bez którego świat by im się zawalił.
***
 Z tego rozdziału jestem dumna. ^^ Nareszcie coś się dzieje. ^^' Postarałam się i pobiłam swój rekord, bo aż 3,5 strony w Open'ie. ^^' Gomen, ale w pewnych momentach po prostu musiałam wtrącić swoje trzy grosze. ^^'
 Czytajcie, komentujcie, wyrażajcie swoje opinie. 
 Saaayonaara. ;**

poniedziałek, 25 lipca 2011

3. Wyznania.

A oto i jestem, z nową nocią. ^^  Tak jak mówiłam, 2,5 strony w Open Office. :3 
Enjoy! ;D
**
W tę noc Horo spał wyjątkowo źle. Ciągle się wiercił, aż w końcu nad ranem obudziły go ptaszki, które zaczęły natrętnie ćwierkać, domagając się uwagi od śpiących domowników. Szaman przeciągnął się w łóżku, po czym spuścił nogi na podłogę i rozejrzał się po zabałaganionym pokoju. Wzrok zatrzymał na oknie. Na niebie pałętał się tylko jeden mały obłoczek. Była to niewątpliwie miła odmiana, bo od paru dni albo lał ulewny deszcz, albo wiał taki wicher, że od spojrzenia przez okno odechciewało się opuszczać przytulne mieszkanko.
W tym samym momencie Ren niespokojnie poruszył się w pościeli, a Horokeu przypomniał sobie o żarełku. Aby nie obudzić przyjaciela, jak najciszej przeszedł przez pokój i skierował swoje kroki do kuchni. Niewątpliwie obudził się jako pierwszy z całego domostwa, bo z pokoju Ryu i Manty słychać było chrapanie, a zwykle to oni we dwóch budzili się najwcześniej, aby przygotować coś na śniadanko wygłodniałej gromadce. Natomiast Horo w ogóle nie potrafił gotować. No, potrafił zaparzyć herbatę w elektrycznym czjniku i zrobić płatki na mleku, ale w posiadłości rodziny Yoh nie było ani tego, ani tego. No bo komu tam potrzebne są tam płatki czy elektryczny czajnik.
Gdy szaman z północy dotarł wreszcie do kuchni, automatycznie podszedł do lodówki, do której została przyczepiona jakaś kartka. Prawdopodobnie list. Kiedy zapoznał się z jego treścią, zalała go fala niedowierzania.
- JAK TO WYJECHAŁY!? - wykrzyknął. Po chwili otrząsnął się z pierwszego szoku, pobiegł do swojego pokoju. Już kompletnie zapomniał o głodzie. Teraz liczyło się już tylko jedno.
- Ren! Ren! Budź się! - Horo zaczął potrząchiwać śpiącym przyjacielem – Reeen!
- Daj mi spokój, lodowa czapo – szaman mruknął i zakopał się głębiej w łóżku, ale jego współlokator nie poddawał się tak łatwo. Bezpardonowo wyjął mu poduszkę spod głowy i zaczął go nią okładać. Efekt natychmiastowy. Ren zaczął gonić Horo z Guan-Dao w ręce i wrzeszcząc na swoja 'ofiarę'.
- Co ci strzeliło do łba, niebieska czapo, żeby budzić mnie o tak nieludzkiej porze?! Co, twoja dziewczyna zniknęła? - zapytał z kpiną w głosie.
- Skąd wiedziałeś? - Horokeu nagle się zatrzymał – a poza tym, to nie jest moja dziewczyna – westchnął zrezygnowany.
- Ale chciałbyś, coo? - Renny także się zatrzymał – na serio zniknęła?
- Razem z Anną wyjechała ratować Hao – wyjaśnił.
- CO?
W odpowiedzi Horo wcisnął mu wymemłany list (który cały czas kurczowo ściskał w ręce), o następującej treści:

„Drodzy Państwo Asakurowie i nasi przyjaciele,

Nie martwcie się o mnie ani o Nikitę. Musiałyśmy pilnie wyjechać dziś w nocy pomóc Hao. Nikki miała wizję we śnie, że dzieje się z nim coś złego. Hao jednak nie umarł. Tylko się nie bójcie! On i Yoh nie mieli po połowie duszy i losowo Wielki Zły umieścił swoją reinkarnację w Hao – tak, losowo, bo równie dobrze jego reinkarnacją mógłby być Yoh. Ale teraz, kiedy młodszy bliźniak raz na zawsze uwolnił siebie i swojego brata od Wielkiego Złego, oboje mogą postępować tak, jak chcą. Nic więcej nie możemy teraz powiedzieć. Nikki da znać, kiedy go znajdziemy.
Anna”

Pod Renem ugięły się nogi. Pierwszy raz coś go tak zszokowało. Nagle na korytarz wyszedł Faust razem z Lysergiem, Choco, Mantą i Ryu.
- Czym Horo cię tym razem wkurzył, że tak wrzeszczałeś, Renny? - zapytał się nierozbudzony jeszcze Choco.
- Coś się stało? - zainteresował się Faust, widząc pobladłego Rena , który już setny raz czytał list od Anny i leżące u jego stóp Guan-Dao.
- Sami się przekonajcie – jęknął Horo, a drugi szaman podawał wysokiemu blondynowi pognieciąną kartkę.
-Cóż, Anna postanowiła zrobić sobie krótki urlop – podsumował z anielskim spokojem lekarz. Potem karteluszka wędrowała z rąk do rąk obecnych i żaden nie zaregował tak spokojnie, jak Faust.
- Ale co teraz będzie? - zainiepokoił się Manta.
- Nie wiem, mój mały przyjacielu – odpowiedział Ryu.- Musimy czekać.

***

- Nikki, a tak w ogółem, to na jakie lotnisko jedziemy? - zapytała się zdezorientowana Anna. Mijały już trzecie lotnisko.
- Na prywatne lotnisko Wielkiej Rady, rzecz jasna - odpowiedziała dumnie szamanka.
- Co? Ale jak my się tam dostaniemy? Przecież nie należymy do rady - blondynka zaczęła zasypywać przyjaciółkę gradem pytań.
- Anno, rusz głową! Myślisz że nie wpuszczą tam mnie, córki jednego z członków plemienia Patch? 
- Ciągle nie mogę się przyzwyczaić, że będziesz moją bratową - Itako westchnęła i spojrzała w taksówkowe okno. Dopiero zaczęło świtać.
- Jak to: bratową? - zdziwiła się Indianka - chyba nie zamierzasz wyjść za Yoh albo za Hao?
- Konkretnie,  za Yoh. Obiecał mi to, gdy uratowałam go od duchów, którym coś napyskował. 
Do końca podróży taksówką nie odezwały się do siebie ani słowem. Dopiero gdy usiadły w małej awionetce, Nikita się spytała przyjaciółki:
- Zależy ci na nim, prawda? 
- Nawet nie wiesz, jak bardzo - Anna  spojrzała na czarnowłosą. Nikki zaczęła robić sobie dwa warkocze, a zważając na długość jej włosów, to raczej dosyć pracochłonne zajęcie. - Może ci pomóc, co? 
- Okej - blondynka wydzieliła odpowiednie pasma i zaczęła zaplatać. Awionetka wystartowała i chwilę później szybowała w powietrzu. 
- Nikita?
- Tak, Anno?
- Opowiedz mi o swojej rodzinie - poprosiła. 
- A co chcesz wiedzieć? 
- Nigdy nie wspominałaś o swojej matce. Kim ona jest?
- Ach, to. Kojarzysz Lilirarę? - Indianka skończyła zaplatać i wiązała gumką warkocza.
- To ona powiedziała chłopakom, jak dojść do Patch Village. No, to co z nią? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że... - Kyoyama urwała w połowie zdania.
- Tak, to właśnie chcę powiedzieć. Lilirara jest moją matką
Szamanka dała Annie przyswoić tą informację, po czym kontynuowała:
- Gdy się urodziłam, rodzice byli przeszczęśliwi. Tak samo jak Keiko i Mikihisa, gdy się dowiedzieli o bliźniakach. Oboje byli z plemienia Patch, więc nie było problemu z opieką. Babka była na miejscu, a zresztą wszyscy w wiosce chętnie się mną zajmowali. Po czterech latach ojca nie było coraz częściej w domu przez Wielka Radę. Goldva podejrzewała, że niedługo zacznie się Turniej, więc chciała przygotować na to Radę. Zaczęło się rozdzielanie szamanów pomiędzy egzaminatorów. Mama z powrotem wyjechała do swojego domu, aby pokazywać podróżnym szamanom, co się wydarzyło 500 lat temu podczas Turnieju. Co rok jeździłam do niej na wakacje, ferie i resztę przerw.  I wtedy zaczęły się problemy. Zaczęłam mieć wizje we śnie, które mnie nawiedzały co noc. Przez 3 lata pomagałam wiosce unikać wszelkich nieszczęść, ale nie zawsze się to udawało. Czasami nawet te wizje doprowadzały do wypadków. W końcu babka nie wytrzymała i wysłała mnie do Aomori za namową Kino-sama. Potem było fajnie, przez trzy lata się przyjaźniłyśmy. Ale nadeszło reishi. Musiałam wyjechać. Wróciłam do wioski. Przez miesiąc żyłam w odosobnieniu. Ale powiedziałam sobie: dość. Powoli zaczęłam się przyczajać do myśli pałętających się mi po głowie. Gdy zaczął się Turniej, opuściłam wioskę i udałam się do Patch. W jakimś mieście spotkałam Yoh z  przyjaciółmi. Zaczęłam iść za nimi. Nie musiałam ich śledzić, żeby dojść do Patch. Doskonale znam drogę. W międzyczasie poznałam też Hao. Niezmiernie miły typek.  Przed pojedynkiem w Sanktuarium miałam wizję, co się wydarzy, więc spokojnie opuściłam Patch. Nie chciałam brać w tym udziału. Zatrzymałam się u matki.  Potem postanowiłam, że odwiedzę braciszka, no i przyjechałam. Resztę już znasz. Jeszcze jakieś pytania? 
- Raczej nie - bąknęła blondynka. - wiesz, chyba się zdrzemnę. 
Anna spała do końca lotu, a Nikita próbowała namierzyć Hao. Z miernymi skutkami, niestety. Gdy lot dobiegł końca, dziewczyny opuściły lotnisko. Uznały, że przydałoby się coś wszamać i skierowały się do najbliższego baru. W rzeczonym barze było nawet przytulnie. Wtem Nikita stanęła ja wryta wpatrując się przed siebie. Itako spojrzała za jej wzrokiem. 
- Kogo my tu mamy...
***
Wyszło całkiem nie tak, jak chciałam. Zero akcji. =,=
Dobra, ja się już zmywam. Saaaaayonara. ;**

niedziela, 24 lipca 2011

Pirika od Spokoyoh. ^^

Serdeczne gomen, ale dziś nie umieszczę jeszcze opka, mimo, że połowa już jest.  Ne ma opka, ale jest Pirika made in biurko Sisi (patrz: ja x3). 

Tak, wiem, nie umiem kolorowac.  Dopiero się zaprzyjaźniam z nowymi kredkami. x3 I ogółem skopałam lineart. =,= Takie życie. Nie mogłam odmówic sobie narysowania bardziej 'dorosłej'  Piriki. ^^
Do Spokoyoh: gomen, że kieckę zmieniłam, ale obcisłych rysowac nie umiem. ^^' A zresztą domo arigatou za umieszczenie mnie w linkach. ;>
Okej, już was nie zanudzam. Wyglądajcie nowej notki. :3 
Saaayoonara. ; D

___________________________________________________________
PS. Wszystkiego najlepszego Kingom. ^^ Tak, dziś są ich imieniny. ^^
PS2. Nowy rozdział?  Może we wtorek lub we środę.^^  No co, na dłuższe trzeba trochę poczekac, no. ^^' Planuję na 2,5 strony w Open Office. :3
PS3. Mam już ponad 1 stronę! *zaciesz*

czwartek, 21 lipca 2011

2. Nowe nadzieje.

Konnichiwa! A oto przybywam z nowa notką. Równe dwie strony w OpenOffice. ^^ Jak na mnie to rekord. ^^ Do czytania polecam kawałek Within Temptation - Utopia. Bardzo nastrojowy.  :3
Enjoy! ; D
***
Słońce schylało się ku ziemi. Zachodziło. Tak samo jak nadzieja w sercach bliskich Yoh. Codziennie wstawali z nadzieją w sercu, że młody Asakura wybudzi się ze śpiączki. Przez tydzień nic się nie wydarzyło. Ale potem ich nadzieja zapłonęła tak samo jak na początku, a to za sprawą pewnej czarnowłosej Indianki , która niespodziewanie pojawiła się w posiadłości Asakurów, czym wywołała niezłe zamieszanie.
 - Anno? Możemy porozmawiać? – zapytała się blondynki.
 - Jasne – ta uśmiechnęła się promiennie do Nikity.
 Itako wstała i poprowadziła je do małego salonu.  Panował tam typowo japoński wystrój: herbaciane ściany, na nich zostały zawieszone wiekowe samurajskie miecze, a gablocie błyszczało kilka cennych porcelanowych serwisów do herbaty. Na boku ustawiono stolik z krzesłami  z drzewa wiśniowego. Na owym stoliku stał czajniczek z dwiema filiżankami do kompletu wykonany z chińskiej porcelany.  Po przeciwnej stronie pokoju było wyjście na wielki taras okalający cały budynek.
 Anna parzyła herbatę, podczas gdy  Nikita zajęła się podziwianiem samurajskich mieczy.
 - One musiały przetrwać wieki… - odezwała się szatynka.
 - Tak, jak najbardziej. Używał go Hao  tysiąc lat temu, a gdy został pokonany przechodziły z ojca na syna, przez wszystkie pokolenia, aż do teraz - wyjaśniła Medium – Mikihisa ich nie używa, ale chciał je dać bliźniakom. Obiecał to sobie już przed ich narodzinami. Niestety, jeden już nie żyje, a i nie wiadomo, czy drugi kiedykolwiek się obudzi… - do oczu dziewczyny napłynęły łzy.
 Nikita podeszła do przyjaciółki i mocno ją przytuliła. Stały tak, aż Itako wypłakała wszystkie swoje żale.
 - Pamiętaj, nie wolno ci w ten sposób myśleć, jasne? On się obudzi, słyszysz? Obudzi się! – szamanka gorączkowo zaczęła ją uspokajac – a teraz idź i doprowadź się do porządku, okej?
 - Okej, okej – Kyoyama powlokła się do łazienki. Po chwili  pojawiła się z powrotem w pokoju, już całkowicie spokojna. Zastała Nikitę wpatrującą się w okno, zamyśloną – o czym chciałaś ze mną porozmawiać?
 - Anno, czy nigdy nie zastanawiałaś się, kim są moi rodzice?  – zapytała się znienacka. Blondynka zaniemówiła. Tak, zawsze ją to interesowało, ale nigdy nie zastanawiała się nad tym dłużej. W końcu nie miały wtedy więcej niż 10 lat – albo, dlaczego przyjechałam akurat do Izumo, do posiadłości Asakurów?
 Nikicie odpowiedziało milczenie.
- Czy nigdy cię nie zastanawiało to, że jestem podobna do Yoh? – ciągnęła. Faktycznie, trochę była. Te same czarne oczy i włosy – Anno, to nie przypadek. Jestem z rodu Asakura, a przy okazji jego siostrą.
 Blondynkę wbiło w ziemię. Nigdy nie przypuszczała, że Nikita może być rodziną szatyna, a tym bardziej, jego siostrą. To wydawało się tak absurdalne, jak Ryu bez żelu na włosach, czy współczujący Ren.
 - Czemu nie powiedziałaś tego wcześniej? – Anna była w głębokim szoku.
 - Bo nikt nie pytał – odburknęła szatynka.
 - Jesteś jego rodzoną siostrą? –  zapytała się po chwili.
 - Nie, nie rodzoną. Cioteczną – odrzekła Nikki.
 - Czyli jesteś córką…
 - Silvy, do usług – dokończyła Indianka.
 - COOOOOO? – nagle do pokoju wtarabanili się Horo, Ren i Ryu.
 - Podsłuchiwaliście?! – szamanka wrzasnęła na nich.
 -  Niee… Znaczy.. Ten tego…  - Horo nie mógł sklecić zdania.
 - Wysłów się wreszcie! – zirytował się Ren – a nawet jeśli, to co?
 Indianka razem z Anną posłały mu mordercze spojrzenie.
 - Ren… - Ryu popukał go w plecy – może lepiej by ich nie denerwować?
 - A właśnie, że…
 - Naprawdę chcesz się ze mną pojedynkować? – przerwała mu Nikki kpiącym głosem.
 - A ty skąd o tym wiesz?! - Fioletowo-włosy spalił raka.
Dziewczyny wymieniły między sobą znaczące spojrzenia.
 - W dzieciństwie uporałam się z reishi – wyjaśniła. – Horo, czy mógłbyś trzymać swoje myśli na wodzy? Bardzo by mi to pomogło.
 - O.. Em, jasne – Horo z trudem się opanował.
 - A kiedy byś chciał się pojedynkować, Renny? – Itako włączyła się do rozmowy – w przerwach treningów? - Szaman nie odpowiedział.
 Reszta wieczoru upłynęła na przedstawianiu Nikity reszcie przyjaciół i rodzinie Yoh.  Kino przyjęła szamankę bardzo serdecznie, podobnie jak Keiko, Yomei i Mikihisa. Matka Yoh była nią zachwycona. Za namową żony, dziadek oświadczył jej, że będzie mieszkać w jednym pokoju z Anną, czym obie niezmiernie się ucieszyły. Po kolacji dziewczyny poszły się umyć, a chwilę po myciu lulały w swoich łóżeczkach. ^^
***
 Wszystko było takie realistyczne.  Hao… Jego słaby, skruszony głos… Krzyk i to oślepiające światło…  
 - Nikita! Nikki! Obudź się! – Anna z niepokojem głosie budziła przyjaciółkę.
 - Hao… - wyszeptała.
 - Nie martw się, on nie żyje, nie zagraża ludzkości – dziewczyna mocno przytuliła nie do końca jeszcze przytomną Indiankę.
 - Nie! Musimy mu pomóc, nie rozumiesz? Musimy! – szamanka wyślizgnęła się z uścisku.
 - Nikki, co ty wygadujesz? Przecież on chciał zniszczyć ludzkość! – obruszyła się blondynka.
 - Ty nic nie rozumiesz! Nic nie wiesz! Nie masz pojęcia, jak cierpiał on i jego dusza! Nikt nic nie wiedział! Nawet Yoh nic nie podejrzewał! – krzyknęła długowłosa. – Hao nie miał połowy duszy, tak samo, jak i Yoh. Niestety, to w starszym bliźniaku umieściła się reinkarnacja Złego Hao. Dlatego żywy Hao nie był taki, jaki powinien być, nie rozumiesz? A teraz, po pojedynku obaj utracili po połowie duszy, więc zapadli w śpiączkę.
 Po tych słowach Nikita zerwała się z łóżka jak oparzona. Anna poszła w jej ślady. Przebrały się w normalne ciuchy, napisały wyjaśnienie, dlaczego tak nagle wyjechały i popędziły na lotnisko.

***
Mam nadzieję że się podobało. ^^ Piszcie i komentujcie.  :3
Pa pa. ;**

sobota, 16 lipca 2011

1. Niespodziewany gość.

 Konnichiwa! ^^ Dłuugo mnie nie było, ale wena pisarska się zmyła, wybaczcie. No, ale teraz jestem pełna euforii po ostatniej części Harrego, więc wzięłam się do pracy. ^^  Tak ogółem, to jest parę spraw do omówienia.
 I. Domo arigatou gozaimasu  dla Uczennicy House'a za za dwa komentarze. :3 To Ty mnie zmobilizowałaś abym wreszcie ruszyła tyłek i zaczęła bardziej uważac na swoje błędy. ^-^
 1) Podczas pisania Prologa byłam nieprzytomna, dzięki za wytknięcie błędu. 
 2) Czcionka zmieniona. Na początku zdawała mi się że jest gites-majonez czcionka, ale jeśli niewyraźna była no to trudno. Czego się nie robi żeby zadowolic czytelnika. ^^
 3) Się postaram. :3
 4) Do usług. ;>
 5) Zdawał Ci się długi, bo był taki a nie inny wygląd bloga i czcionka. Teraz w porównaniu z Twoim, nie jest wcale taki długi.
 6) Szczerze mówiąc, to chyba logiczne, że od taakiej ilości furyoku powinno się przynajmniej przez jeden dzień smacznie chrapac. Wbrew pozorom to było furyoku wszystkich przyjaciół Yoh, nie tylko jego.  Ta myśl kiełkowała mi w głowie już wiele wcześniej przed założeniem bloga. Jeśli pomyślałaś sobie że skopiowałam od Ciebie pomysł to gomen. 
 7) Yaoi jest ble, yaoi jest fuj. Nie lubię, nie trawię yaoi, o shounen-ai nie mówiąc.  W tej sprawie musisz liczyc na siebie. 
 Jeszcze raz wielkie domo arigatou. ^^'
 II. Nagłówka robic nie trzeba, bo skaner już działa, a razem z nim reszta złomu. ^^
 ===
 No i to chyba wszystko. Przeraża mnie wielkośc wstępu. o.o Podejrzewam, że będzie dłuższy od notki. T.T Zdarza się.  
 Pierwszy rozdział dedykuję Uczennicy House'a za mobilizację do pisania. *widownia wstaje i rozlegają się oklaski*
 Zapraszam do czytania i komentowania. ^^
***
 - Nadal się nie obudził?
 - Niestety nie.
 Minał już tydzień od pojedynku w Sanktuarium. Tuż po zniknięciu wioski Wielkiej Rady Yoh zapadł w głęboki sen. I do tej pory się nie obudził.  Na razie wszyscy przyjaciele Asakury przebywali razem z nim w jego rodzinnym domu znajdującym się w Izumo.  Z tej okazji do posiadłości zawitała seniorka rodu, Kino, która czuwała nad stanem zdrowia swojego wnuczka razem z Faustem i Elizą. W efekcie mamy domowy szpital. ^^'
 Najbardziej śpiączkę Yoh przeżywała jego matka. Może i nie miał z Keiko najlepszych stosunków w dzieciństwie, ale matka to matka. Od zawsze się o niego martwiła. Rodzicielkę bliźniaków na prawie żaden sposób nie można było odciągnąc od nieprzytomnego szatyna. No chyba że zdarzył się cud, bo Haoś żyje i nie zamierza wybic wszystkich ludków łażących sobie po świecie. ^^' Niestety, nic takiego się nie zdarzyło i Keiko praktycznie przez cały dzień siedziała przy młodszym z braci.  Z bólem w sercu opuszczała go na noce, no ale spac przecież kiedyś musi. 
 Na kolejnym miejscu uplasowała się - nomen-omen - Anna. Surowa blondynka nie chciała żeby to było widac , ale podkrążone oczy zdradzały wszystko. Jej także okropnie brakowało Yoh i jego niemającego granic optymizmu. Tak, optymizm był jej bardzo potrzebny. Nawet słowa otuchy od Manty nie uspokajały Itako. Chudła w oczach, jadła coraz mniej. Nie spała w nocy. W efekcie mamy deczko podłamaną Annę w strasznym stanie z oczami bez dawnego blasku.  Ale za to dużo rozmawiała z Keiko. Głównie o Yoh. Cóż, wspólne problemy zbliżają. 
 Skromna Tamao również przeżywała śpiączkę Asakury. Nawet Choco coraz rzadziej opowiadał swoje 'prześmieszne' dowcipy. Ren i Horo przestali się kłócic, a Ryu o wiele więcej czasu spędzał w kuchni. Krótko mówiąc wszyscy okropnie martwili się o swojego przyjaciela. 
 - Mam nadzieję że się w końcu obudzi - westchnęła blondynka. Jej głos był przepełniony bólem. Bólem rozdartego serca dziewczyny. 
 Wtem u drzwi wejściowych rozległo się pukanie. 
 -  Kogo tu niesie.. - mruknęła Itako - Horo, lec otwórz drzwi - krzyknęła do szamana z północy, który w tym momencie był zajęty niezwykle wciągającym zajęciem jakim jest wylegiwanie się na kanapie.
 - Już lecę, Anno! - Niebieskowłosy zerwał się z kanapy i sprintem pobiegł otworzyc drzwi. Ku jego zdziwieniu w drzwiach ujrzał niezwykłej urody Indiankę.
 - Kim jesteś? - zapytała władczym tonem dziewczyna. Niewątpliwie była to szamanka, bo jej duch stróż pojawił się obok niej. 
 Jest śliczna... - przemknęło przez myśli Horo. Tajemnicza szatynka była najpiękniejszą dziewczyną, którą dotąd spotkał. Jej rozczochrane czarne włosy do połowy łydki powiewały na silnym wrześniowym wietrze, a czarne oczy spoglądały zza gęstej kurtyny rzęs. Policzki były zarumienione od przejmującego zimna nietypowego w dziewiątym miesiącu roku. 
 - Jjj-ja? - wydukał ośmielony szaman.
 Horo, uspokój się, to tylko dziewczyna
 - Nie, Święty Mikołaj - zakpiła przybyszka. - Dowiem się wreszcie jak się nazywasz?
 - To raczej ja powinienem się o to spytac.
 - Nie sądzę - oburknęła zniecierpliwiona - mogę wejśc? Zimno mi.
 Chłopak wpuścił dziewczynę i zaprowadził do Anny. Powinna wiedziec co z nią zrobic.
 - Anno.... Mamy niespodziewanego gościa - wydukał. 
 Blondynka powoli odłożyła książkę i zaczęła się podnosic z głębokiego fotela. Gdy ujrzała gościa, zdębiała.
 - Nikita? - wyszeptała.
 - Anna? - druga dziewczyna zareagowała podobnie. Chwilę potem obie rzuciły się sobie w ramiona, a biedny Horo stał ogłupiały z rozdziawioną buzią.
 - To wy się znacie?! - dziewczęta nie zwracały na niego uwagi, tylko cieszyły się własnym szczęściem. 
 Tymczasem w kuchni Ren popijał sobie spokojnie mleczko a Ryu myślał nad nowym przepisem. Z tych rozmyślań wyrwał ich krzyk przyjaciela. Popatrzyli na siebie znacząco i udali się do owego pokoju skąd wydobył się krzyk. Gdy weszli do pokoju, ich oczom ukazał się niecodzienny widok. Anna w euforii? Nie cieszyła się tak nawet, gdy Yoh wstał z odzyskaną duszą w Sanktuarium. 
 - Pani Anno? Czy dowiemy się co tu zaszło? - wymamrotał Ryu. 
 -  Bo Niebieska Czapa chyba niezbyt się kwapi do wyjaśnień - dokończył Ren.
 Anna wraz z Nikitą znieruchomiały, po czym szybko się rozdzieliły. 
 - Kogo nazywasz Niebieska Czapą, Krótkomajktu?! - zirytował się Horo.
 - Jak mnie nazwałeś? - odkrzyknął Renny. Czyli po staremu. Jednak Anna postanowiła przerwac im tę jakże uroczą kłótnię.
 - DOŚC! - wrzasnęła. Poskutkowało. Wszyscy jak na komendę zamilkli. 
 - Anno-chan, mogę im to wyjaśnic? - zapytała się Nikita. Nie czekając na odpowiedź zaczęła opowiadac - Anna i ja razem się wychowywałyśmy w Aomori. 
 - Jesteś medium? - zainteresował się Ryu. - przecież jesteś szamanką, prawda? A bycie i tym, i tym jest niemożliwe. 
 - Jak widac, jest. Mam ducha stróża i jestem szamanką, ale posiadam również zdolności Itako. Nara - zwróciła się do ducha - ujawnij się. 
 Oczom szamańskiej gromadki ukazała się drobna kobieta w stroju samuraja i z takową kataną w ręku.
 - Witajcie - przemówiła swoim niezwykle dźwięcznym głosem. 
 - To jest mój duch stróż, Nara. Dorastała razem z Amidamaru i Mosuke. Niestety, ówczesny cesarz nie zechciał jej na swym dworze i musieli się rozdzielic - wyjaśniła. - Jeszcze jakieś pytania? 
 Wszystkim oprócz Anny opadła szczęka. Blondynka dobrze wiedziała jaką mocą dysponowała jej przyjaciółka.  W szkole miedów kierowanej przez Kino była najlepsza uczennicą. Surowa babka Yoh niewiadomo dlaczego dawała jej czasem upust, była milsza niż dla wszystkich uczniów. Wszyscy jej tego zazdrościli, Kyoyama również. Tylko starała się tego nie okazywac . Nie chciała stracic przyjaciółki. W końcu gdy Kino postanowiła zrobic Nikicie wolne, Anna nie wytrzymała. Wykrzyczała szatynce w twarz, co myśli o niej i wszystkich upustach. Nikita z grobową miną zaczęła się pakowac. Gdy wyjechała, Kino wyjaśniła Annie powód, dla którego traktowała szatynkę inaczej. Nikita nie szkoliła się tylko na medium. Trenowała również szamaństwo, jako jedyna z całej szkoły. Treningi ją wykańczały psychicznie oraz fizycznie i surowa babka Yoh to rozumiała. W pewnym momencie pojawiła się nowa umiejętnośc, z którą czarnowłosa szamanka nie dawała sobie rady - reishi. Kino dała jej parę dni odpoczynku - Nikita wyjechała z Aomori . Usprawiedliwiła się tym, że z reishi musi się zwalczyc sama. Po tej rozmowie Anna zamknęła się w sobie. Z nikim nie rozmawiała. Miała wyrzuty sumienia, jak potraktowała przyjaciółkę. Ona była zawsze taka zmęczona...   Po miesiącu blondynka również miała ataki reishi. I wtedy pojawił się Yoh - jej Yoh. Reszta potoczyła się szybko, Anna uratowała go od duchów i wymusiła na nim obietnicę. Zgodził się wyjątkowo szybko. Ale teraz... Leżał w drugiej części posiadłości. Nieruchomy, z zamkniętymi oczami. Tęskniła za nim. I to bardzo. 
 Z rozmyślań wyrwał ją głos Indianki.
 - Anno, możemy porozmawiac? - zapytała się blondynki.
 - Jasne - ta uśmiechnęła się do niej promiennie.

***
Co chce powiedziec Nikita? Jak na to zareagują przyjaciele Asakury? Tego dowiecie się w następnym rozdziale.
Znowu jest okropnie krótkie. =,= Przynajmniej ociupinkę dłuższe od wstępu.^^
Jeśli znowu popełniłam jakąś gafę, informujcie o tym w komentarzach.
Ja się już zmywam. Piszcie i komentujcie. ^^  Mata aimasho! ^^

wtorek, 12 lipca 2011

Prolog.

 Jedno cięcie, a zmieniło wszystko. Patch Village zniknęło, a Hao Asakura został pokonany po raz trzeci i ostatni.
 "Zabiłeś go, zamordowałeś swojego brata" - te myśli zaczęły natrętnie atakowac umysł Yoh Asakury.
 - Zabiłem go... - wyszeptał zszokowany chopak, po czym bezwiednie osunął się na ziemię.
 - Yoh! - krzyknęła przerażona Anna, a przerazic Annę to już coś. ^^
 Obok blondynki zmaterializował się Amidamaru, a chwilę później przybiegli Horo, Ren, Choco i reszta tych, co byli w Sanktuarium wraz ze swoimi duchami stróżami.
 - Co z nim? - zapytał się zaniepokojony Lyserg.
 - Zaraz zobaczymy - Faust już otwierał swoją magiczną ^^ apteczkę z niezbyt przyjemnymi przyrządami - Elizo?
 A Eliza z ochotą mu pomogła i już po chwili było wiadomo, dlaczego Yoh nie jest przytomny.
 - Nadmiar Furyoku. - oświadczył nekromanta - lepiej zanieśmy go w bardziej dogodne miejsce (lol, jak to zabrzmiało x3).
 Całemu zajściu przyglądała się pewna czarnowłosa szamanka w beżowej pelerynie.
 - Jak myślisz, gdzie jest teraz Hao? - spytał się jej duch stróż.
 - Nie wiem, Nara-san - odpowiedziała jej szatynka - ale myślę, że braciszek nadal żyje. Tylko jest znacznie osłabiony i będzie czekał na odpowiedni moment.
***
Wiem, wiem, wyszło strasznie i jest okropnie krótkie. =,= Whatever.
Mam do was maciupcią prośbę. Czy ktoś mógłby mi zrobic taki ładny nagłówek z Wojownikami Pięciu Elementów (Yoh, Ren, Horo, Choco i Lyserg)? Byłabym niezmiernie wdzięczna. ^^

czwartek, 7 lipca 2011

Powitanie. ^^

Ohayo! Jako tako trza zacząc, więc zwę się Kulfon Kulfoniasty I, ale mów mi po prostu Kulfon. ^^ Jest to mój pierwszy blog i cieszmy zadki swe (albo i nie..), że mi się chciało go założyc i zacząc pisac. >.< A tak na serio, to nudzi mi się i nie mam co robic. Taa, jakby jedno nie wynikało z drugiego. x3 
Blog będzie o szamańskiej ferajnie (jak nagłówek wskazuje ^^'). Już się Kulfon nimi zajmie *szatański brecht* ^^. 
Mam nadzieję, że nie zakatuję was na śmierc moimi wypocinam. ;3

PS. Nie mogę napisac 'ci' z kreską, wybaczcie.